fbpx
Clienting - jak działać w online, aby klienci Cię pokochali

Storytelling w warzywniaku, czyli jak zrobić event nie mając wielkich pieniędzy?

01.10.2019
[post_view]Brak komentarzy

Każdy lubi słuchać dobrych historii. Nie ważne ile mamy lat. Dziś parę słów o storytellingu i budowaniu relacji z klientem. A wszystko na przykładzie mojego warzywniaka, który bez wielkich budżetów marketingowych i agencji PR, stał się marką rozpoznawalną na cały Wrocław. Jak się mu to udało?

Avatar

Podziel się:

Wiele firm, z którymi się spotykam twierdzi, że nie ma pieniędzy (a czasami czasu), na budowanie relacji z klientem. Maja produkty lub usługi, często podobne do tych, jakie mają inni, zazwyczaj rywalizują z konkurencją jedynie ceną. Działania relacyjne np. eventowe, uważają za niepotrzebny koszt, bo w sumie to nie wiedzą, jak je skutecznie wykorzystać. Bo nie mają pomysłu!

Jeszcze inne firmy coś tam robią, coś próbują, ale są to działania ‚ad hoc’. Są na rynku, ale funkcjonują na nim jakby po omacku. Wyjdzie, nie wyjdzie. Może jakaś agencja podrzuci pomysł? Zgapimy od innych. Zrobimy coś tam sami, albo raczej z kimś tanim, bo na droższe rozwiązania nas nie stać, a marketing to przecież 100% koszt. Trochę tego, trochę tamtego. Generalnie jakoś to będzie.

Są też jednak firmy, które zrozumiały, że ludzie kochają słuchać dobrych historii. A jeśli do tego mogą jej doświadczać i być jej częścią, to są w stanie za to zapłacić. I nie potrzeba do tego wielkich pieniędzy. Oto jedna z takich opowieści.

Storytelling marchewki i pomidora

Jesteśmy we Wrocławiu. Mały osiedlowy warzywniak. Jak nie wiesz co się za nim kryje, to przejdziesz obok i nawet się nie odwrócisz. Sklepik, jak sklepik. Jednak jeśli będziesz wnikliwym obserwatorem, to dostrzeżesz, że jest w nim jednak coś, co odróżnia go od innych. Na przykład? Kolejki, które ustawiają się przed nim jeszcze przed otwarciem.

Przed sklepem miska z wodą dla zwierzaka, a dla dzieci krzesełka, stolik i kreda do rysowania po chodniku. Wchodzisz do środka, chcesz zrobić zakupy, ale nie masz torby? Na zewnątrz kilka czeka w przygotowanej do tego celu skrzynce. Weź, a oddasz następnym razem.

Efekt WOW!, który tak wiele firm chce osiągnąć, jest często niczym efekty specjalne w pozbawionym pomysłu i scenariusza filmie. Odbiorca wydarzenia dostaje szereg „wybuchów”, które wkomponowane w miałką historię szybko wylatują z pamięci.

Co my tu mamy? Warzywa i owoce, te pospolite, jak i bardziej egzotyczne. Sklep prowadzi też sprzedaż na zamówienie. Szukasz czegoś specjalnego, zapytaj, a następnego dnia będzie do odbioru.

W środku uśmiech i śmiech. Widać, że klienci lubią tu przychodzić, bo jak wejdą, to ciężko im wyjść. Nawet jak się śpieszą, to przystaną na chwilę, aby opowiedzieć, co wczoraj ugotowali, albo co pichcą dzisiaj. Takie „kuchenne social media offline”.

Robisz zakupy, ale zapomniałeś pieniędzy? Oddasz następnym razem. Jesteś tu pierwszy raz? Nie szkodzi. Ekspedientka obdarza Cię kredytem zaufania i bez zbędnych wyjaśnień daje Ci na zeszyt. Ufa, że zapłacisz. Tak po prostu.

Bo za jej plecami wisi „credo”. Zbiór zasad jakimi się kieruje i jakie komunikuje w bezpośrednich relacjach z klientami. Zasad, których klienci doświadczają podczas kupowania marchewki i pomidora. A wszystko to, w niby takim zwykłym, osiedlowym warzywniaku.

Pomysł, a nie pieniądze

Wyżej opisany sklepik prowadzi przesympatyczna Maja, która parę lat temu przejęła interes od taty. Sklepowi dała nową duszę, a także zmieniła nazwę. Teraz nazywa się „Pani z Warzywniaka”. O sklepie głośno jest na cały Wrocław, a znam nawet takich, którzy przyjeżdżają tu z odległych dzielnic, aby zrobić w nim zakupy. Były wywiady w radio, w internecie, w prasie. A wszyscy pytają o to samo. O źródło sukcesu!

„Pani z Warzywniaka” jest miejscem, które nie zostało wykreowane przez dział marketingu. Powiedziałbym raczej, że jest marką osobistą jej właścicielki, która poprzez komunikowanie wyznawanych przez siebie wartości, buduje głębokie relacje z klientami. Przez autentyczność i szczerą rozmowę, opowiada historię siebie samej i świata, który widzi swoimi oczyma.

Kupowanie sałaty, jako wydarzenie

Wizyta w u „Pani z Warzywniaka”, to przecież nic innego jak event, w którym bierzemy udział. To nie jest ot takie po prostu robienie zakupów. To udział w podróży bohatera, z którym się identyfikujemy i pomagamy, aby się mu udało. Wspieramy jego cel i jego dążenie. Robiąc zakupy w małym warzywniaku na wrocławskich Kuźnikach jesteśmy niczym drużyna z gry RPG, która razem stawia czoła ciemnej stronie mocy. Stajemy się współbohaterami opowieści. Storytelling pełną gębą!

Bo w całej tej historii mamy przecież również i wroga. Człowieka, który niszczy naturalne środowisko, wypala lasy w Amazonii, używa plastikowych opakowań, które potem lądują na dnie mórz i oceanów itd. Człowieka, który zaślepiony rządzą zysku, pakuje w spożywane przez nas produkty chemię i środki wspierające szybki wzrost roślin. To wszystko dzieje się oczywiście kosztem naszego zdrowia.

W końcu mamy owoce i warzywa, które niby są takie same, jak w innych sklepach. Jednak przez naszą relację z „Panią z warzywniaka”, mamy dostęp do tajemnicy, której inni nie znają. Wiemy, skąd pochodzą kupowane przez nas produkty. Jaką drogę przebyły, zanim trafiły do nas. Czy truskawka jest pryskana, czy nie itd.

Autentyczność i emocje

Kiedy spotykam się z firmami, które chcą zorganizować „wyjątkowy event dla swoich klientów”, to bardzo często staram się im wyjaśnić, że aby zrobić emocjonujące wydarzenie, nie zawsze potrzebne są gigantyczne budżety. Ważniejsze jest to, co chcemy przekazać uczestnikom spotkania i w jaki sposób podczas wydarzenia doświadczą naszych wartości. Jakie emocje i informacje mają zostać w ich głowach po zakończeniu eventu. Bo moim zdaniem treść jest bardziej istotna niż forma.

Efekt WOW!, który tak wiele firm chce osiągnąć, jest często niczym efekty specjalne w pozbawionym pomysłu i scenariusza filmie. Odbiorca wydarzenia dostaje szereg „wybuchów”, które wkomponowane w miałką historię szybko wylatują z pamięci. Bo z oderwanym od pomysłu i scenariusza efektem WOW!, jest trochę tak jak z fajerwerkami. Pięknie wyglądają na niebie, ale za chwilę o nich zapominamy.

Przykład „Pani z Warzywniaka” pokazuje, że dla ludzi ważniejsze są autentycznie przekazane emocje, prawdziwie, szczerze i bez zbędnych rozpraszaczy, aby mogli ich doświadczyć, zrozumieć, zapamiętać i opowiedzieć o nich innym.

Bo aby zrobić wyjątkowy event, nie zawsze potrzebne są gigantyczne budżety. Czasami wystarczy szczery uśmiech i otwarte serce. Twoi klienci szybciej to docenią, niż przeładowany atrakcjami program wydarzenia.

I nie ważne, czy jesteś firmą z branży budowlanej, FMCG, samochodowej, czy programistycznej. Autentyczność jest w modzie, a ludzie kochają historie.

Przemyśl to!
Rzeszów to!

Jaki Rzeszów? Jaki Przemyśl? :)

Pozdrawiam
Damian

p.s. Jeśli szukasz firmy, która wplecie w organizowane przez Ciebie działania marketingowe elementy storytellingu. Jeśli szukasz pomocy i wsparcia w tym zakresie. A może organizujesz event i chciałbyś przekazać nim opowieść o Twojej firmie jego uczestnikom, to zapraszam do kontaktu. Namiary na mnie znajdziesz TUTAJ.

MOŻE CIĘ TO TEŻ ZAINTERESUJE

Jakie ważne pytania powinieneś zadać agencji eventowej, zanim podpiszesz z nią umowę?

O czym opowiadałem w czasie swojej prezentacji podczas konferencji Event Mix?

Jak zorganizować konferencję szkolenie warsztaty spotkanie offline COVID-19 koronawirus

Jak zorganizować event, wydarzenie, konferencję w czasie COVID-19?

Jak zorganizować nowoczesną konferencję. Organizacja konferencji krok po kroku.

Jak zorganizować nowoczesną konferencję i cieszyć się wysoką frekwencją?

dyskusja