fbpx
Clienting - jak działać w online, aby klienci Cię pokochali

W czyich wystąpieniach na konferencji ‚I Love Marketing’ znalazłem najwięcej inspiracji?

27.10.2019
[post_view]Brak komentarzy

Dlaczego wybrałem się I love Marketing? Przede wszystkim po to, aby znaleźć dystans do tego co robię. Przekazywana tam wartościowa wiedza, była również niezwykle ważna. No i teraz niektórzy mogliby się zapytać, po co event manager ma jechać na stricte marketingową konferencję. No właśnie!

Avatar

Podziel się:

Aby dobrze robić, to co robię, a więc produkować wysokiej jakości eventy, muszę czerpać wiedzę i inspirację z różnych źródeł. Nie mogę więc tylko i jedynie czytać czasopisma i książki o eventach. Już bardzo dawno temu dotarło do mnie, że wydarzenia, to tylko część działalności marketingowej moich klientów.

Dlatego aby właściwie połączyć organizowane wydarzenie ze strategią firm, dla których pracuję, muszę mieć znacznie szersze spektrum wiedzy, niż jedynie z zakresu event marketingu. Muszę na swoje oczy założyć tzw. ‚szeroki obiektyw’, aby mieć jak największy obraz tego, z czym przychodzi zmierzyć się moim klientom. Posiadanie tak zwanego „krótkiego obiektywu”, którego obraz skupia się jedynie na wycinku ich biznesu, jest w dzisiejszych czasach już zdecydowanie niewystarczające.

Nie będę przesadnie kadził organizatorom konferencji ‚I Love Marketing’ jeśli powiem, że zazdroszczę im pomysłu i sukcesu ich wydarzenia. To już marka sama w sobie, a pojawiający się na nich prelegenci i przekazywana tam wiedza, jest inspiracją dla wielu marketerów. Marketerów… No właśnie, ale dlaczego nie dla event managerów?

Odpowiedź jest bardzo złożona. Natomiast śledząc konferencje eventowe, a także czytając czasopisma poświęcone organizacji wydarzeń mam wrażenie, że od lat mieli się na nich ciągle te same tematy, omawia te same problemy i ciężko znaleźć w nich coś świeżego i zaskakującego. A może to nie tylko moje zdanie?

Dlatego jako Niszczyciel Konwencji (bo jeśli nie wiesz, to taką funkcję pełnię w agencji, którą prowadzę) postanowiłem zniszczyć konwencję, olać zbliżające się konferencje eventowe (których program niestety nie przekonuje mnie, aby wziąć w nich udział) i wybrałem się na ‚I Love Marketing’.

Które wystąpienia oceniłem najwyżej? Które mnie najbardziej zainspirowały? Oto jak głosowałem i czyje wystąpienia będę oglądać jeszcze wielokrotnie, bo uważam, że warto do nich wracać.

Jakub B. Bączek

Najwięcej emocji wzbudziło we mnie pierwsze wystąpienie, które należało do Jakuba B Bączka, o tytule „Marketingowe rzutkość, czyli jak przekuć siły osobowości na biznesowy sukces”. Jeśli śledzicie profil Sprawny Marketing na Linkedinie (jeśli nie, to może warto zacząć to robić KLIKNIJ), to jest ono do zobaczenia w ogólnodostępnym streamingu.

Jakub, który nie jest marketingowcem, opowiadał o tym, jak… Jak nie wierzyć marketingowcom! Jak podważać ich „boskość” i jak nie dać się złapać w pułapkę doskonałości i wszechwiedzy obsypanych nagrodami agencji. Jak nie iść głównym mainstreamowym nurtem marketingu, który często jest wtórny, nudny, nieskuteczny i nieefektywny.

Wystąpienie Jakuba było bardzo bliskie memu sercu, bo sam „niszczę konwencję” i namawiam do tego moich klientów. Uważam, że należy bardzo uważać, bo można łatwo dać się omamić częstym obietnicom bez pokrycia w stylu „jesteśmy wielką agencją, proszę dać nam górę kasy, a będzie pan zadowolony”.

Bo faktem jest, że bardzo często staję w oko w oko z dużymi agencjami, które swoim niewątpliwym autorytetem, wieloma nagrodami i realizacjami dla największych marek na świecie, próbują zepchnąć mnie na drugi plan w rozmowach z tą czy tamtą firmą. Kwestionują to co mówię, bo jest to dla nich niewygodne.

Ale ja kompleksów nie mam, a prezentacja Jakuba przekonała mnie jeszcze bardziej do tego, że (cytując jego wypowiedź) należy „robić swoje i chuj!”.

Całe wystąpienie można zobaczyć TUTAJ. Zaczyna się od 9.40 :)

Tomasz Manikowski

Tomasz pokazał klasę! Tomasz wie, jak wzruszyć! Tomasz wie, jak przykuć uwagę! I nie dlatego, że jest osobą poruszającą się na wózku inwalidzkim i ma tylko jedną rękę. Chodzi o coś innego. O jego charyzmę, autentyczność, a przede wszystkim ludzka mądrość, która płynęła do uczestników konferencji przez 18 minut wystąpienia.

Tomek mówił o tzw. marketingu inkluzywnym, a więc dla mnie (i pewnie dla wielu osób na sali) pojęciu nowym. Co to jest marketing inkluzywny? To odpowiedzialne podejście do marketingu, marki i konsumenta, w którym nikogo nie oceniamy, nie odrzucamy, w którym każdy jest tak samo równy.

To model budowania komunikacji marketingowej, w której mówimy o tym co jest ważne dla naszych odbiorców, a nie o tym, dlaczego mają nas wybrać i jak bardzo jesteśmy fajni. Bo przeciwieństwem inkluzywności jest zaściankowość, również ta marketingowa.

Tomek mówił dużo o uprzedzeniach, o bezrefleksyjnym publikowaniu treści, o nieodpowiedzialnych przykładach kampanii marketingowych (nie będę przytaczał jakich, bo kilka niestety pojawiło się ostatnio w naszym kraju i wszyscy wiedzą o jakie chodzi).

Mówił w końcu, że aby świat był lepszy, to trzeba zacząć od siebie. A potem naprawiać innych. Dla mnie drugie najważniejsze wystąpienie tego dnia. Brawo!

Jacek Kłosiński

Jacek chyba nie wiedział o czym będzie miał prezentację Tomek Manikowski, ale moim zdaniem w pewnym stopniu nawiązywał do jego wystąpienia. Można powiedzieć, że było dopełnieniem wyżej wymienionej prelekcji.

Jacek mówił o tym, że tworząc marketing czasami warto być… beznadziejnym. Wróć, że nie zawsze warto być doskonałym. Że tworząc przekaz marketingowy nie trzeba za każdym razem chwalić się tym, że jest się najlepszym. Że warto oddać prym klientowi, odbiorcy, konsumentowi i to właśnie jego fajnie jest postawić w świetle jupiterów, samemu chowając się w cieniu.

Nawiązując do tytułu jego wystąpienia tj. „Syndrom Batmana, czyli dlaczego w marketingu nie opłaca się być superbohaterem”, warto schować (często chore) ambicje do kieszeni, przestać być Batmanem, czyli pozwolić zostać bohaterem naszemu klientowi.

Jacek pokazywał również przykłady, że marki, które w przekazie marketingowym pokazują swoją niedoskonałość, mogą często więcej ugrać niż te, które próbują za wszelką cenę być tymi najlepszymi,  najpiękniejszymi i wybitnie mądrymi.

Dla mnie mega inspirująca prezentacja i chętnie sięgnę po książkę Jacka, która podobno już (albo za chwilę) pojawi się w sprzedaży. Czekam z niecierpliwością.

Wojtek Ławniczak

Gdybym miał jednym zdaniem podsumować prezentację Wojtka, której tytuł brzmiał „Jaki ma być budzik? O projektowaniu doświadczeń.” to odpowiedziałbym (cytując zresztą autora wystąpienia) „To zależy w jaki sposób właściciel budzika chce być budzony”.

Wojtek sam o sobie powiedział, że jest designerem. Ale nie zajmuje się projektowaniem np. przestrzeni, czy przedmiotów, ale funkcji, jaką mają pełnić działania marketingowe.

Bardzo mi się podoba jego podejście, bo sam projektując wydarzenia, zawsze zadaję podobne pytanie mojemu klientowi. Po co chce zrobić event? Jaką funkcję ma pełnić? Jaki efekt chce uzyskać? Bo moim zdaniem forma, jest wynikiem funkcji, a nie odwrotnie!

Dlatego sam będąc designerem (tyle, że w eventach), z ogromną uwagą śledziłem przykłady podawane przez Wojtka, które nie omieszkam zastosować (a nawet pokazać moim klientom) podczas najbliższych spotkań.

Bardzo inspirująca prezentacja!

Kamil Kozieł

Show, jakie zrobił Kamil, było nie tylko spektakularne, zabawne, czy nawet czasami przekomiczne, ale przede wszystkim mega wartościowe, jeśli chodzi o przekazywaną wiedzę.

Sam mam na koncie tysiące prezentacji (sic!), natomiast wystąpienie Kamila była dla mnie kalką, do której mogłem przyłożyć swoje dotychczasowe doświadczenie. I powiem wprost, że troszkę „rura mi zmiękła”, bo o zobaczyłem, że parę rzeczy warto byłoby poprawić.

Kamil naprawdę potrafi robić zajebiste prezentacje i pokazał to również podczas ‚I Love Marketing’. Umie też przekazać wiedzę innym, jak robić super prezentację samemu. I oczywiście niektórzy z Was, którzy widzieli wystąpienia Kamila powiedzą, że potrzeba do tego wyjątkowej charyzmy, talentu aktorskiego i umiejętności scenicznych. Zgadzam się!

Nie zmienia to faktu, że widziałem w życiu naprawdę mnóstwo beznadziejnych merytorycznie prezentacji, które prezentowały (być może) utalentowane sceniczne i aktorsko osoby, ale kompletnie nie wiedziały jak przekazać posiadaną wiedzę (którą bez wątpienia również miały).

Dlatego charyzma to jedno, wiedza to drugie, ale pewna umiejętność zbudowania tego pasjonującej historii i przekazania jej inny, to trzecie. I o tym właśnie mówił Kamil!

Paulina Mazur i Zyta Machnicka

Prezentacje Pauliny i Zyty, były dla mnie komplementarne i oceniam je na takim samym bardzo wysokim poziomie merytorycznym. Były dla mnie inspirujące przede wszystkim dlatego, że bardzo często pracując z działami HR, zderzam się ze ścianą nieświadomości niekompetencji osób, które w nich zasiadają.

Kiedy próbuję sprzedać event szkoleniowy, albo team building, albo wydarzenie integracyjne, bardzo ciężko jest mi przekonać osoby tam pracujące do swojego punktu widzenia. Jakiego? Że klient wewnętrzny, czyli pracownik, to tak samo ważny jak klient, który kupuje od danej firmy usługę, czy też produkt. I że organizowany dla nich event powinien być spójny z polityką employer brandingową firmy.

Bardzo często podczas spotkań z klientami mówię o tym, że składając obietnice bez pokrycia, albo organizując słabe eventy, narażamy dobre imię naszej firmy i wystawiamy się na pośmiewisko i kompromitację (pisałem o tym ostatnio przy okazji wpisu o organizacji tzw. Christmas Party – jeśli nie chce Ci się szukać, to kliknij TUTAJ). Moim zdaniem polityka employer brandingowa każdej firmy (o ile taka w ogóle istnieje), powinna być spójna i autentyczna w każdym możliwym kanale komunikacji, który kierujemy do naszych pracowników.

Niedawno na przykład audytowałem pod kątem organizacji eventów jedną z wrocławskich firm programistycznych, których pracownicy dostawali podczas procesu rekrutacje obietnice m.in. udziału w wyjątkowych wyjazdach integracyjnych i team buildingowych.

Niestety, jak przyszło co do czego to okazało się, że proponuje się im udział w eventach opartych na sztampowych pomysłach i gotowych scenariuszach, które od kilku lat krążą pomiędzy wszystkimi wrocławskimi firmami, bo organizują je co roku te same agencje. Albo jako ‚wyjątkowe’ szefostwo firmy ocenia wyjście raz miesiącu na „najebkę” i wypad do escape roomu, na kręgle czy na gokarty.

Cieszę się, że nie tylko mi się wydawało, ze coś jest tu nie tak! Paulino i Zyto, dziękuję! :)

Piotr Bucki

Ostatnią prezentacja dnia ‚I Love Marketing, była prezentacja Piotra Buckiego. Czekałem na nią choćby dlatego, że Piotr będzie gościem organizowanego przez moją agencję wydarzenia „Kod Innowacji„, które 21 listopada będzie miało miejsce w Warszawie, a którego gospodarzem będzie GS1 Polska.

I mimo tego, że nie jestem (tak jak Piotr) pasjonatem badań (a to o badaniach właśnie Piotr wygłaszał swoją przemowę), to jego wystąpienie było niezwykle inspirującym przeżyciem. Między innymi dlatego, że w ciekawy sposób wszedł w bezpośrednią interakcję z uczestnikami spotkania namawiając ich do wzięcia udziału w badaniach bezpośrednich, a jego asystentem był człowiek przebrany za różowego flaminga (sic!). Ciężko to wszystko opisać, trzeba było zobaczyć!

Wystąpienie Piotra zdobyło zresztą trzecie miejsce co dowidzi, że warto było wziąć w tym udział! Brawo. Nie mogę się doczekać spotkania, które będę miał przyjemność produkować.

A co z innymi?

Oczywiście ww. prelegenci nie byli jedynymi. Byli też inni. Poziom wystąpień był moim zdaniem bardzo wysoki, natomiast nie wszystkie prezentacje powaliły mnie na łopatki.

Bardzo mi się podobało wystąpienie Piotra Koniecznego (które zresztą wygrało), natomiast nie rozumiem do końca jaki miało ono związek z marketingiem? Uśmiałem się na nim okrutnie, ale… Nie było dla mnie jakoś specjalnie mega inspirujące. W dodatku brakowało mi linku pomiędzy tematyką konferencji, a wystąpieniem Piotra. Może się czepiam, ale…

Trochę byłem również zawiedziony prezentacją Pawła Tkaczyka, którego bardzo cenię i szanuję zarówno jako mówcę, jak i autora. Natomiast nie wiem, czy tematyka, która Paweł wybrał, była jakość szczególnie trafiona. Fakt, mówił o niej ciekawie, ale… Może jestem ignorantem, ale jakoś nie specjalnie interesuję się składem tekstu.

Interesujące było również wystąpienie Barbary Stawarz – Garcia, która mówiła na temat content marketingu. Było ciekawie, nie powiem, ale nie było w nim nic szczególnie odkrywczego. Za to z przyjemnością skorzystam z prowadzonego przez Barbarę biura podróży Hola Cuba, bo od wielu lat marzy mi się podróż na Kubę. Tylko moje dzieci muszą jeszcze trochę podrosnąć.

Czy wybieram się na kolejną edycję I love marketing?

A i owszem! Jeśli nie byłeś i zastanawiasz się, czy się wybrać, to gorąco polecam. Może nie na wszystkie dni, tylko na te, którego tematyka interesuje Cię najbardziej. Moim zdaniem warto poświęcić swój czas na szukanie inspiracji i czerpanie ich od tych, którzy mają albo większe doświadczenie, albo inny punkt widzenia, który może być wartościowe dla Twojej pracy i Twojej firmy.

Czego Ci życzę z całego marketingowego, eventowego i po prostu takiego normalnego ludzkiego serca :)

Pozdrawiam
Damian

p.s. A może i Ty byłeś na I Love Marketing i zechcesz się ze mną podzielić swoimi spostrzeżeniami. Jestem ciekaw, które wystąpienia się Ci podobały? Może zupełnie inne? A może te same? Czekam na Twój komentarz poniżej, albo na FB, albo na Linkedinie. Z góry dzięki :)

MOŻE CIĘ TO TEŻ ZAINTERESUJE

Jak sprawić, aby Twoje firmowe Christmas Party zakończyło się totalną katastrofą?

Jak będzie wyglądać świat eventów po zakończeniu pandemii COVID-19?

Ile kosztuje artysta zagraniczny honorarium wynagrodzenie

Ile kosztuje sprowadzenie do Polski zagranicznego artysty na event zamknięty?

Ile czasu potrzeba, aby zorganizować duży i złożony event na wysokim poziomie?

dyskusja