fbpx
Blog o strategii organizacji eventów

Eksperyment Arłamów, czyli rodzinne ferie event managerów

25.02.2020
[post_view]Brak komentarzy

To był pomysł mojej żony! To był eksperyment! Dlaczego? Nigdy nie pojechaliśmy z biurem podróży na wyjazd all inclusiv, ani nie spędzaliśmy urlopu w hotelu. Wyjazd na weekend OK, ale żeby w hotelu siedzieć aż tydzień? Dlaczego więc zdecydowaliśmy się na ferie w Arłamowie i jakie są nasze wrażenia?

Avatar

Podziel się:

Zanim zaczniesz czytać moją relację z ferii w Arłamowie musisz wiedzieć kim jestem i czym się zajmuję. Jest to istotne, gdyż moja opinia o tymże obiekcie będzie nie dość, że absolutnie subiektywna, to w dodatku dwuliniowa.

Bo z jednej strony będę pisał o naszym pobycie w Hotelu Arłamów z punktu widzenia osoby, która na co dzień, zawodowo, zajmuje się produkcją, reżyserią i organizacją eventów, prowadzi szkolenia dla działów sprzedaży obiektów hotelowych i eventowych, a także która współpracowała z wielogwiazdkowymi obiektami w Austrii, we Włoszech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, czy Niemczech. Generalnie ja i moja żona, mamy z hotelami zawodowo bardzo dużo do czynienia.

Z drugiej strony, o pobycie w Hotelu Arłamów piszę jako ojciec dwóch radosnych dziewczynek (lat prawie 9 i ciut ponad 3), z którymi uprawiamy dosyć aktywny rodzaj wypoczynku. Dużo jeździmy na rowerach, lubimy długie spacery i wędrówki po górach, wędkujemy. Kochamy urok dziur zabitych dechami. Kilka ostatnich wakacji z rzędu spędzaliśmy na Mazurach (ale tych takich dzikich, często bez zasięgu i daleko od głośnych deptaków i baloników na druciku), na Suwalszczyźnie, czy na naszym ukochanym Pomorzu Zachodnim. W tym roku na wakacje wybieramy się na Lubelszczyznę i Podlasie. Oczywiście również na wieś.

Do tego całkiem niedawno, z naszymi dziećmi, jeszcze dość małymi, odbyliśmy dwie dwutygodniowe rodzinne podróże camperem. Raz przez Niemcy i Szwajcarię dotarliśmy na północ Włoch, gdzie objechaliśmy jeziora Lugano i Como. Drugi raz zaczęliśmy od Holandii, a skończyliśmy na Rugii. Lubimy więc aktywnie szukać przygód, których podczas takich wyjazdów nigdy nie brakuje. Podczas tego również ich nie zabrakło!

Dlatego musisz wziąć poprawkę, że mój opis rodzinnych ferii w Hotelu Arłamów, a także to, w jaki sposób patrzyłem na obiekt spędzając tam czas, jest wypadkową dwóch ról. Ojca, a także osoby zawodowo zajmującej się marketingiem i organizacją eventów.

Jeśli rozważasz wyjazd na urlop do Arłamowa, albo szukasz hotelu, w którym mógłbyś zorganizować event, a może po prostu chcesz pojechać na wakacje, to moje doświadczenie może być dla Ciebie przydatne, a nasza opinia (bo również mojej żony, z którą razem pracujemy), może być w jakiś tam sposób cenna.

Oczywiście sam ocenisz, czy tak będzie. Tak czy inaczej życzę Ci miłej lektury.

Jakie są wartości Hotelu Arłamów?

Mimo sporej ceny, bo tygodniowy pobyt w czasie ferii, z wyżywieniem w postaci śniadania i obiadokolacji, kosztował naszą wesołą czwórkę blisko siedem tysięcy złotych, zdecydowaliśmy się zaryzykować. Nikt z naszych znajomych nigdy w Arłamowie nie był, dlatego pomyśleliśmy, że może warto wybrać się na rekonesans i sprawdzić, jak Hotel Arłamów jest przygotowany na przyjazd naszej specyficznej rodziny. W końcu wszem i wobec obiekt reklamuje się jako hotel rodzinny!

Co nas skłoniło, aby pojechać do Arłamowa? Z jednej strony ciekawość, bo nigdy wcześniej nie byliśmy na takim wyjeździe. Z drugiej przebogata oferta obiektu co do możliwości spędzania wolnego czasu. Jadąc z naszymi córkami na zimowe ferie, chcieliśmy móc im zaoferować różne rozrywki, zarówno pod dachem, jak i na świeżym powietrzu. Potrzebowaliśmy więc mieć pewność, że w przypadku niepogody, będziemy mogli fajnie spędzić wspólny czas także wewnątrz hotelu. I to była dla nas największa wartość! Właśnie ta pewność! Agroturystyka na wigwizdowie, nie dała by nam takiego komfortu w czasie niepogody. Siedzielibyśmy w domku, puszczali dzieciom bajki, tym by odbijało, a my byśmy się frustrowali. Co to to nie!

Oczywiście liczyliśmy na piękną pogodę, której jak najbardziej doświadczyliśmy. Podobnie jak orkanu, który przechodził akurat nad Polską, a na szczycie wzgórza, na którym stoi hotel, był on wyjątkowo odczuwalny. Zaliczyliśmy także grypę i blisko 39 stopniową gorączkę, która najpierw dopadła moją żonę i mnie, a na końcu naszą starszą córkę. Zresztą przez to musieliśmy nota bene skrócić nasze ferie o jeden dzień.

No i sam dojazd do Arłamowa również mieliśmy dosyć traumatyczny. „Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda!” Na wysokości Katowic przytrafiła się nam awaria skrzyni biegów. Nie wchodziły górne biegi, a więc jedynka, trójka i piątka. Potem się okazało, że również nie wchodzi wsteczny, który w naszym aucie również jest „na górze”. Doszło więc do tego, że na jednej z autostradowych stacji paliw, mili panowie musieli pomóc mi wypchać nasze auto z miejsca postojowego. Nie działał wsteczny, więc nie miałem jak wyjechać.

W końcu udało się nam dojechać do jednego z serwisów (była godzina 12:50, jest sobota), którego pracownik serwisu wyjął nam spod maski sporej wielkości kamień, który jakimś dziwnym trafem wbił się w taki sposób, że zablokował biegi auta. Jego zdaniem, prawdopodobieństwo powtórzenia takiej sytuacji jest jak 1: 20 000 000! Dzięki Bogu wszystko zakończyło się szczęśliwie.

Wracając jednak do naszych motywacji na spędzenie ferii w Arłamowie. Jadąc na nie po prostu liczyliśmy, że fajnie spędzimy wspólny rodzinny czas, że nasze dzieci zobaczą i nauczą się czegoś wartościowego, że uda się nam pojeździć na nartach, popluskać w basenie. Byliśmy też ciekawi hotelowej kuchni, jak i samego Hotelu Arłamów.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Hotel Arłamów reklamuje się z hasztagami #eco. Dlatego zastanawialiśmy się, jak tego „eco” doświadczymy na miejscu? Jak w Arłamowie wygląda w praktyce  projektowanie doświadczeń wyjątkowego czterogwiazdkowego hotelu reklamującego się i oferującego w czasie ferii niezapomniany pobyt dla rodzin z dziećmi.

No własnie! Jak?

Co się nam podobało? Czyli Arłamów na PLUS!

Od czego by tu zacząć? Może od tematu, który jest bardzo ważny właściwie dla każdego, a dla rodzin z dziećmi to chyba najbardziej. Chodzi o jedzenie. Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla nas ma ono ogromne znaczenie. Zarówno prywatnie, jak i zawodowo z cateringiem, z kucharzami, hotelami i restauracjami, mamy kontakt wręcz codzienny. Dlatego rozważając prywatny wyjazd na ferie szukaliśmy hotelu, który miałby jak najlepsze opinie na temat wyżywienia. Moja rodzina ma pewne oczekiwania, sam zresztą jej gotuję. Wiedziałem, że poprzeczka jest postawiona wysoko. Warto też dodać, że oprócz śniadań i obiadokolacji, które mieliśmy w cenie, korzystaliśmy również ze znajdującej się w Rezydencji Restauracji Arłamów (w której to Rezydencji zresztą mieszkaliśmy), a także z Karczmy na Stoku.

Hotelowe śniadania były bardzo urozmaicone. Staraliśmy się w małych ilościach kosztować wszystkiego, co było dostępne na bufetach. Muszę przyznać, że jak na hotel, to Arłamów ma całkiem znośną kawę, która w większości obiektów w jakich bywam (a bywam rocznie w naprawdę wielu), jest z reguły dosyć podła. Dla mnie akurat jakość kawy jest wyznacznikiem całościowego podejścia hotelu do tematu cateringu. Wszystko może być super, ale jeśli kawa jest słaba, to hotel jest u mnie przegrany. Na tym punkcie jesteśmy z moją żoną szczególnie przewrażliwieni. Bo z jednej strony po prostu lubimy dobrą kawę, a z drugiej naszym kolegą jest jeden z najlepszych baristów w Polsce, do tego sędzia międzynarodowych zawodów baristycznych, który serwuje nam różne kawowe smakołyki. Wymagania mamy więc przez to ponadprzeciętne. Sorry, taki fetysz!

Wracając do śniadania w Hotelu Arłamów. W bemarach niestety jedzenie było chwilami zimne. Kilka razy próbowałem czegoś na ciepło i za każdym razem miałem wrażenie, że jest niedogrzane. Tak było np. z jajecznicą, która według mnie była średnio smaczna. Inaczej było na stacji live cooking, gdzie pyszne omlety, które zresztą często jedliśmy, były przygotowywane wprost na naszych oczach.

Podczas obiadokolacji, które były naprawdę przemyślane i bardzo smaczne, codziennie dawano nam do skosztowania coś zupełnie innego. Był więc wieczór francusko – hiszpański, dania azjatyckie (bardzo smaczne), greckie, włoskie. Ciężko było nie wybrać czegoś smakowitego dla siebie. Bufet dziecięcy i z deserami również były mega urozmaicone.

Reasumując, jeśli chodzi o jedzenie, to naprawdę szacun. Dania z karty w restauracji Arłamów i pizza na stoku również były bardzo OK. Mając porównanie ze współpracy z innymi hotelami w zakresie organizowanych eventów i wydarzeń, możemy śmiało powiedzieć, że Arłamów ma bardzo dobry catering. Generalnie polecamy!

Jak już zjedliśmy, to wypadałoby teraz jakoś fajnie spędzić wolny czas. W końcu do Arłamowa przyjechaliśmy na rodzinne ferie! Zacznę od tego, że nie znam w Polsce drugiego takiego obiektu, który miałby w jednym miejscu tak dużo do zaoferowania. Imponujący jest przede wszystkim kompleks sportowy, na temat którego nie będę się zbytnio rozpisywał, bo niestety z powodu choroby nie udało się mi skorzystać z siłowni, czy ze ścianki wspinaczkowej. Nie byliśmy również na lodowisku. Za to rodzinnie zaliczyliśmy minigolf, a młodsza córka przejechała się kucykiem. Tak, tak. Kryta ujeżdżalnia też się tam znajduje.

Za to ze starszą córką pojeździliśmy trochę na nartach i mimo tego, że działał tylko jeden wyciąg, to i tak jestem bardzo zadowolony, że Alicja stanęła w końcu na deskach. Jeszcze zanim dopadła ją blisko czterdziestostopniowa gorączka, pod okiem instruktor Marty (pozdrawiamy i jeszcze raz bardzo dziękujemy), spędziła 3 godziny indywidualnych lekcji, które pozwolą mi już dalej, samemu, doskonalić moją latorośl w jeździe na nartach. Największe wyzwanie tego wyjazdu zostało zaliczone! Ala jeździ! Hura!

Jeśli więc ktoś szuka fajnego miejsca, aby uprawiać wszelkiej maści sport, to wyjazd do Hotelu Arłamów będzie przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Generalnie Arłamów robi pod tym kątem piorunujące wrażenie.

Ale na tym atrakcje się nie kończą. Arłamów ma przepiękny basen, a tak naprawdę dwa baseny. Zarówno ten zewnętrzny, jak i ten wewnątrz zadowolą każdego wielbiciela rodzinnych plusków, nurkowania, zabaw z kółkiem i rękawkami, czy odpoczynku w bąbelkach. Ubolewam jednak nad tym, że z uwagi na grypę, która dopadła mnie drugiego dnia pobytu, na basenie byłem tylko raz, a moja żona dwa razy.

Zamiast tego spędzaliśmy czas na różnego rodzaju warsztatach, które postanowiliśmy wykorzystać do integracji z naszymi dziećmi. Byliśmy więc na lepieniu pierogów (co nam i naszym córkom podobało się chyba najbardziej), na warsztatach chemicznych, na przyśpieszonym kursie robienia bezalkoholowych drinków, a już z samą Alą wzięliśmy udział w grze hotelowej (która akurat mnie trochę rozczarowała, ale najważniejsze, że Alicji się podobało).

Generalnie ciężko było się nudzić i czasami mieliśmy nawet wrażenie, że jesteśmy przebodźcowani, że tego wszystkiego jest nawet trochę za dużo. Kamila nawet raz skomentowała, że czuje się trochę tak, jakbyśmy spędzali ferie w ogromnym centrum handlowym. Dostaliśmy jednak w sumie to, czego oczekiwaliśmy i czego się spodziewaliśmy, więc powodów do narzekania nie mamy. W końcu był to też eksperyment, co warto mimo wszystko raz jeszcze podkreślić. 

Wyjątkowe wrażenie robi również sam obiekt. Mimo tego, że Hotel Arłamów jest bardzo duży i rozrzucony po całkiem sporym terenie, to nie sprawia wrażenia molocha jak np. Hotel Gołębiewski. Arłamów, jest obiektem ładnym, fajnie zaprojektowanym, który wywołuje pozytywnie wrażenie na tle otaczającego go przepięknego krajobrazu, z którym zdecydowanie się komponuje, a go nie szpeci. To duży plus!

Bardzo dużym autem Arłamowa, jest również obsługa. Warto podkreślić, że bardzo miła i uprzejma. Nie wiem, czy nawet nie trochę za bardzo.  Pamiętamy niejedną sytuację, kiedy idące np. korytarzem osoby z hotelowego stuffu Arłamowa zatrzymywały się i wręcz stawały pod ścianą na baczność, aby nas przepuścić i zrobić nam przejście. Czasami czuliśmy się przez to nawet trochę skrępowani. To znaczy ja i moja żona, bo nasze córki to już niekoniecznie. Oczywiście wszędzie jest „Dzień dobry”, uśmiech i chęć niesienia pomocy. W Hotelu Arłamów zdecydowanie widać nastawienie na komfort i zadowolenie klienta i chęć oferowania wysokiej jakoś usług. Jest naprawdę PRO!

Tu muszę również podkreślić świetne i empatyczne zachowanie hotelu. We czwartek w nocy starsza Ala dostała 40 stopni gorączki. Moja żona i ja również w dalszym ciągu czuliśmy się paskudnie. Kiedy więc w piątkowy poranek, czyli w przedostatni dzień planowanego pobytu, z bólem głowy i zatok, zjawiłem się w hotelowej recepcji i zapytałem o warunki wcześniejszego wyjazdu, po prostu oddano nam ponad 1000 zł i życzono powrotu do zdrowia. Nic dodać, nic ująć.

Czy ferie, wakacje lub urlop w Hotelu Arłamów, to dobry pomysł? 

Być może zdziwi Cię to co teraz napiszę, ale chciałem tą część mojej relacji z ferii w Hotelu Arłamów zacząć od wątku geograficznego. Otóż faktem jest, że obiekt nie jest zlokalizowany w Ustrzykach Dolnych. Jeśli Ci się wydaje, że jest, to nie jest! I nie wiem czemu, ale w swoich komunikatach Arłamów tak się właśnie reklamuje, wprowadzając niestety niektórych w błąd.

Taka oto sytuacja. Poranek. Wszyscy schodzą na śniadanie. Pewna rodzina z dwójką dzieci podchodzi do recepcji. Ojciec zagaduje recepcjonistę, jak daleko jest do centrum. Recepcjonista odpowiada mu, że centrum sportowe jest w drugim skrzydle hotelu. Gość na to, że chodzi mu o centrum miejscowości, jakiś deptak, rynek… Zdezorientowany pracownik Hotelu Arłamów rozkłada bezradnie ręce i odpowiada, że najbliżej to chyba w Przemyślu. Jak to – pyta zdziwiony gość – przecież komunikujecie się, że jesteście hotelem w Ustrzykach Dolnych!?

Świadkiem tej sceny była moja żona. O czym to świadczy? Że nie wszyscy jadąc do Arłamowa zdają sobie sprawę, że hotel leży w środku niczego i do najbliższej cywilizacji trzeba spory kawałek podjechać. Aby  gdzieś wyjść i spędzić czas poza hotelem, to trzeba wsiąść w samochód i spędzić w nim przynajmniej z pół godziny. Tyle mniej więcej jedzie się, przy dobrej pogodzie, do Przemyśla, czy do Ustrzyk Dolnych właśnie. O tym, żeby znaleźć się faktycznie „w Bieszczadach” i wejść na jakiś górski szlak nie wspominając. Z Hotelu Arłamów do Ustrzyk Górnych, Cisnej, czy Wetliny, gdzie ma początek większość szlaków, to już wyprawa jak z Wrocławia w Góry Stołowe, czy Masyw Śnieżnika. Z hotelu nie ma również za bardzo gdzie się wypuścić na dłuższy spacer, bo teren otacza wysoki płot.

Z Kamilą śmialiśmy się nawet, że równie dobrze Arłamów mógłby się reklamować, że jest w Przemyślu, do którego z hotelu jest taka sama droga jak do Ustrzyk. Tyle, że prawdopodobnie dużo bardziej bezpieczna i częściej posypywana piaskiem. My akurat mieliśmy sytuację, że wracając z Ustrzyk od lekarza żałowaliśmy, że nie mamy łańcuchów, bo taka była gołoledź. Było nieciekawie i w sumie to z chorymi dziećmi spędziliśmy w samochodzie półtora godziny czekając na udrożnienie drogi. Jadąc w zimie do Arłamowa warto więc zabierać ze sobą łańcuchy! To fakt!

Sporą wadą Hotelu Arłamów, jest niestety jego słabe dostosowanie się do osób z alergią. Ale żeby było jasne, temat ten przekreśla u nas również każdy inny obiekt hotelowy, którego podłogi i ściany są przystosowane do hodowli kurzu i roztoczy.

Wykładziny, którymi wyścielony był dłuuugi korytarz między Rezydencją i Hotelem Arłamów, a także dywany w jadalni i w większości części wspólnych hotelu, faktycznie nieźle tłumiły hałas (bo taka jest ich rola), ale dla nas były zabójcze. Przypomnę raz jeszcze, że podczas ferii byliśmy chorzy, więc dzięki mięciutkim dywanom i ciężkim zasłonom, nasze samopoczucie pogarszało się jeszcze bardziej. Jakoś jednak daliśmy radę (chociaż jeden dzień krócej niż planowaliśmy), bo na szczęście nasz pokój miał możliwość otwarcia okien i wyłączenia klimatyzacji, gdyż był wyposażony również w tradycyjny grzejnik. Nie zmienia to faktu, że w tego typu obiektach osobom z alergią na kurz i roztocza będzie naprawdę niekomfortowo. 

Dlatego doszliśmy do wniosku, że hotele pozostaną przez nas odwiedzane jedynie podczas licznych eventowych wyjazdów służbowych, gdzie dzień czy dwa, żrąc garściami Telfexo 180 i Sinupret, jesteśmy w stanie przeżyć dywanowe wykładziny i nawalającą nas po zatokach klimatyzację. Prywatnie wolimy jednak drewniane agroturystyki pozbawione kurzołapów i dywanów, bez klimatyzacji, za to z możliwością otwarcia okna. Hotel na dłuższe wakacje, ferie czy urlop, to chyba jednak temat nie dla nas.

Kolejny temat do którego Hotel Arłamów bardzo często nawiązuje w swojej komunikacji, jest szeroko rozumiany temat EKO. I o ile ja, czyli osoba, która zajmuje się zawodowo marketingiem widzę ciut więcej niż inni i mniej więcej rozumiem, co się kryje z drugiej strony tejże komunikacji, to mam niestety takie nieodparte wrażenie, że będąc gościem hotelu tej ekologii w Hotelu Arłamów trochę trudno jest doświadczyć.

Zacznijmy od prozaicznych rzeczy. W łazience naszego pokoju wisi kartka nawołująca do proekologicznych zachowań. Na przykład, aby oszczędzać ręczniki, aby używać ich wiele razy itd. Natomiast oprócz małego grzejnika w łazience brakuje w łazience i w pokoju wieszaków, aby ręczniki czy szlafroki rozwiesić po użyciu, aby wyschły. Przez co po dwóch dniach, tak czy owak, ręcznik trzeba wymienić na świeży. Podobnie jest z kosmetykami. Zamiast uzupełnianych dozowników na mydło, czy szampon, co w wielu hotelach już od dawna jest standardem, dostaliśmy dużo małych plastikowych buteleczek, które raczej nie wpływają korzystnie na bilans produkowanych przez hotel odpadów plastikowych.

Idźmy dalej. W wielu miejscach hotelu porozwieszane są tabliczki informujące o różnego rodzaju proekologicznych dokonaniach hotelu. Brakuje tam jednak tzw. „call to action”, które nawoływałyby do zaangażowania się gości obiektu w propagowany przez hotel trend.

Przykład? Weźmy na tapetę temat wind. Tabliczka powieszona nieopodal nich informuje, o ile mniej energii zużyjemy idąc schodami, a nie jadąc nią. Nie ma jednak nigdzie strzałki wskazującej gdzie jest klatka schodowa. I nie dla wszystkich jest to oczywiste, gdzie tych schodów szukać. My, aby znaleźć klatkę schodową musieliśmy się kilka razy trochę pomęczyć.

Podobnie jak nie jest oczywiste, gdzie znajdują się sale zabaw dla dzieci, do których oznaczenia są fatalne i człowiek musi się naprawdę niepotrzebnie najeździć windami tam i z powrotem i nieźle pokluczyć po hotelu, aby je znaleźć. I to nie tylko nasza opinia, bo na ten temat rozmawiałem akurat z paroma rodzinami, które miały podobne opinie co my.

Apropos aktywności dla dzieci. Tu także słabo doświadczyliśmy tematu ECO. Ani gra hotelowa, ani warsztaty chemiczne, kulinarne, czy robienia drinków, w których braliśmy udział, nie miały w swoją fabułę wplecionych wartości, czy informacji, związanych z ekologią i polityką hotelu. A szkoda, bo bardzo mi tego zabrakło. Szczerze liczyłem, że tu hotel wyjdzie poza standard i powiąże swój przekaz z doświadczaniem wartości podczas animacji. Tymczasem były one kolejną okazją, to używania ton jednorazowych, plastikowych produktów i generowania dużej ilości śmieci.

Pomieszczenia dedykowane dla dzieci również nie są specjalnie ECO, jest tam dużo głośnych zabawek, dużo plastiku, pełna kurzy i roztoczy wykładzina itd.

Widać jakiś pomysł, ale chyba jeszcze trochę potrzeba wysiłku, aby to udoskonalić. W planowaniu doświadczeń brakuje mi w Arłamowie pretekstów, aby goście hotelu świadomie doświadczali „eko-wartości”. Aby nie tylko czytali komunikaty na ścianach obiektu, ale również poczuli i naocznie sprawdzili, jak to wygląda w praktyce.

Z innych rzeczy, o których warto wspomnieć. Są to niby drobiazgi, ale mając porównanie z innych obiektów, a także biorąc pod uwagę zawodowe zboczenie, poprzeczkę co do naszego pobytu w Hotelu Arłamów postawiliśmy wysoko. Może się czepiamy, ale…

Sam catering jest OK, ale na tabliczkach z nazwami potraw zabrakło informacji, co właściwie jemy. O ile w czasie śniadania był specjalny bufet dla osób na diecie bezglutenowej, to już w temacie opisu dań co do ewentualnych alergii pokarmowych, było bardzo słabo. A w przypadku wyjazdów rodzinnych, a także w czasie np. eventów, jest to temat dosyć istotny. Podobnie jak opisanie dań pod kątem dań dla wegan i wegetarian. Również tego zabrakło. A że wiele potraw pochodziło z kuchni innych krajów i niekoniecznie były to dania bardzo popularne, to często człowiek dopiero w czasie jedzenia dowiadywał się, że je mięso lub nabiał. Idąc tropem #eco, wydaje mi się, że solidne opisanie dań spowodowałoby też, że ludzie bardziej świadomie nakładaliby porcje na swoje talerze pod kątem swoich preferencji smakowych i w ostatecznym rozrachunku mniej jedzenia lądowałoby na śmietniku.

Ostatnia rzecz, która akurat mnie bardzo wkurzała, to nawalające po oczach diodowe ekrany. Podczas trzech obiadokolacji w Patio, które odbyły się podczas naszych ferii w Hotelu Arłamów z rozbłyskujących na salę ekranów płynął do nas na przykład przekaz dotyczący hotelowej polityki RODO. Szczerze, to nie mam zielonego pojęcia po co. Chyba, że obsłudze hotelu Arłamów wydaje się, że ich goście nie mają nic lepszego do roboty, niż czytać o tym w czasie kolacji. Co tam jeszcze na ekranach było? Aha, nieczytelne informacje na temat oferty SPA, a także przewijające się w kółko filmy dotyczące możliwości spędzania wolnego czasu w hotelu.

Generalnie odniosłem takie wrażenie, że nie miano pomysłu co na ekranach puścić, więc puszczono to, co akurat było pod ręką. Mi to akurat przeszkadzało, gdyż po całym dniu atrakcji, w dodatku będąc chory i zmęczony, chciałem się wyciszyć i w spokoju zjeść kolację skupiając się na rodzinie i tym co jem, a nie na fascynujących zapisach dotyczących RODO! Zdecydowanie był to niepotrzebny bodziec. Ferie rodzinne z dziećmi, które przez cały dzień wyciągną jednak z rodziców sporo energii, to jednak nie event B2B, na którym multimedia stanowią ważny element oprawy. Tu można je sobie po prostu odpuścić.

Czy polecamy Hotel Arłamów na rodzinny urlop, ferie lub wakacje?

Czy poleciłbym Hotel Arłamów moim znajomym, rodzinie, przyjaciołom? Jeśli lubiliby jeździć na wakacje do hoteli, byli już wcześniej na takich wyjazdach, jeśli odnajdują się w takich miejscach i lubią spędzać w ten sposób swój wolny czas, to byliby Arłamowem urzeczeni. Obiekt jest naprawdę super i generalnie nie ma się specjalnie czego przyczepić.

Może jedynie tego, że niektórych dań było chyba zbyt dużo. To tak w nawiązaniu do #eco, bo nikt, komu ekologia jest bliska nie lubi marnowania jedzenia. Na bufecie dziecięcym codziennie stawiany był ogromny gar z owsianką, którą raczej mało które dziecko pragnęło zobaczyć przed sobą. Obok stawiano pączki, parówki i inne frykasy. Obawiam się więc, że owsianka lądowała w wiadrze, bo na koniec śniadania zostawało jej codziennie naprawdę sporo.

Żałowałem też, że stoki nie były naśnieżane i był czynny tylko jeden z nich. Przez to pierwszego dnia po przyjeździe, w czasie dwóch godzin jakie miałem na narty, zjechałem 8 razy, a pozostały czas spędziłem w kolejce…

Nasz odbiór Hotelu Arłamów pewnie były ciut inny, gdyby nie nasza choroba. Konieczność skrócenia pobytu, kilka godzin spędzone na poszukiwaniu lekarza, podróż do apteki itd., to wszystko miało zdecydowany wpływ na nasze samopoczucie. Czy nasza ocena była by inna, gdybyśmy byli zdrowi? Pewnie trochę tak, natomiast różnice w ocenie byłyby kosmetyczne.

Bo grypa, czy też jej brak, nie zmienia faktu, że ferie, urlop, czy wakacje w tego typu hotelu, to nie jest bajka ani moja, ani mojej rodziny. Eksperyment zakończyliśmy z poczuciem, że lepiej czujemy się w miejscach zdecydowanie bardziej kameralnych, niekoniecznie w hotelach, a na pewno nie w takich, w których klimatyzacja, kurz i roztocza, zabijają nasze przealergizowane zatoki.

No dobrze, ale jak byśmy podsumowali nasz pobyt podczas ferii w Hotelu Arłamów? Jak byśmy go zaprezentowali innym? Oto nasza ocena. Skala oceny jest prosta. 10 to najwyższa ocena, 1 to ocena najniższa.

Ferie w Hotelu Arłamów oceniamy następująco:

  1. Obsługa Hotelu – 10 (bez dwóch zdań!)
  2. Catering – 8 (jedzenie bardzo smaczne, niższa ocena za niepełne i niedokładne opisy składu dań)
  3. Nasz pokój hotelowy – 8 (wielorazowe kosmetyki, brak wieszaków na ręczniki)
  4. Kompleks sportowy – 10 (ocena całościowa)
  5. Animacje dla dzieci w czasie ferii – 8 (zabrakło nam powiązania tematyki #eco z prowadzonymi zajęciami)
  6. Stok narciarski – 6 (działał tylko jeden wyciąg, w weekend więcej stało się w kolejce niż jeździło)
  7. Tematyka Eco – 5 (jest wizja, widać wiele prób i generalnie jest potencjał – sam miałbym parę pomysłów, jak temat rozwinąć)
  8. Atrakcyjność obiektu pod kątem ferii / wakacji / urlopu – 9 (bez wątpienia jest to jeden z najciekawszych i wart polecenia hoteli w Polsce, który ma na siebie pomysł i w oryginalny sposób realizuje swoją strategię)

A jaka jest Twoja opinia na temat Hotelu Arłamów? Podzielasz opinie moje i mojej żony? A może masz zupełnie inne zdanie na temat obiektu?

Jestem ciekaw, co sądzisz na ten temat.

Pozdrawiamy
Damian Haftkiewicz z Rodziną :)

p.s. Specjalnie pomijałem w moim opisie tematykę eventową. Na blogu, na którym jesteś, na co dzień piszę o eventach, strategii eventowej i organizacji spotkań. Ale ponieważ wyjazd był prywatny, to i inaczej niż zazwyczaj chciałem podejść do swojego opisu. Jeśli szukałeś tu mojej opinii na temat organizacji w Hotelu Arłamów wydarzeń i eventów, to przepraszam, jeśli Cię zawiodłem. Może innym razem :)

MOŻE CIĘ TO TEŻ ZAINTERESUJE

Jakie trendy w organizacji eventów i konferencji w 2020 roku wskazują moi klienci?

Co wkurza agencje we współpracy z hotelami i obiektami eventowymi?

Na co powinieneś zwrócić szczególną uwagę, kiedy szukasz obiektu na event?

O czym opowiadałem w czasie swojej prezentacji podczas konferencji Event Mix?

dyskusja